30.10.11

Jest prawdą, że zmarł w opinii świetości

List do rodziny od ks. Edmunda Pysza z Huancayo, z 1980 r.

"Muszę Pani powiedzieć, ze ja znałem ks. Stanisława Kwietniewskiego. Pierwszy raz poznałem Jego w lutym 1932 i ks. Stanisław zmarł 21 października tego samego roku, tutaj w Huancayo i ma tutaj takze swój grób. Poniewaz zmarł 48 lat temu nie posiadamy zadnej pamiatki po nim. Jest prawdą, że zmarł w opinii świętości" ......


















Świątobliwy to był człowiek i zacny kolega

List do brata ks. Stanisława od ks. Al. Michalskiego z Huancayo, 1952




"... Miałem zaszczyt poznać osobiście św.p.Ks. Stanisława i byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Dziś przyjaźń ta streszcza się w opiece Jego grobu i w modlitwie do Niego, bo świątobliwy to był człowiek i zacny kolega. ..."



Peru, luty 1928

Zdjęcie z 15 lutego 1928 roku.

"Ukochanym Krewnym i Znajomym na pamiątkę"

16.10.07

Zdjęcie - pocztówka z Peru


Na zdjęciu ks. Stanisław.


(na krawędzi pocztówki podpis "To jest Ks. Stanisław Kwietniewski co zmarł ...")










" ... zasyłam te fotografie, ona więcej opowiada niż ja opiszę ..."

Janek Ronka

Tłumaczenie artykułu o ks. Stanisławie - 1973 r.


Ksiądz Stanisław zmarł w opinii świętości.

Pod takim tytułem ukazał się artykuł /autor nieznany, prawdopodobnie ks. C.Calderon/ w jubileuszowym numerze gazety „Corree” z dnia 4.IX.1973 r. Numer ten prawie w całości poświęcony był złotemu Jubileuszowi działalności Salezjanów w Huancayo. W związku ze stuleciem misji Salezjańskich postanowiłem przetłumaczyć wspomniany artykuł, by umożliwić szerszym rzeszom poznanie pięknej postaci naszego rodaka, księdza Stanisława Kwietniewskiego.
Urodził się 29.11.1893 r. w Rzeczniowie, a umarł przed ukończeniem 39 lat - 21.X.1932 roku w Huancayo, którego mieszkańcy do dziś wspominają Go jako świętego.Rodzicami Ks. Stanisława byli Józef i Domicela. Ojciec, dzielny i sumienny stolarz, matka —kochająca, oddana mężowi i dzieciom. Oboje ubodzy, lecz bogaci duchowo. W szkole pobożności i pracowitości, jakim było ognisko domowe wzrastał nasz Staszek. Dzięki pewnemu szlachetnemu człowiekowi, który umiał dostrzec zdolności chłopca, Staszek udał się na dalszą naukę do Łodzi. Tu jako fryzjer zarabia na „własne utrzymanie i opłacenie nauki .Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia medyczne na uniwersytecie. Mając 17 lat poprzez lekturę. Bollettino Slezjano zapoznał się z pracą misjonarzy salezjańskich w Chinach i Patagonii. Poruszony do głębi tą lekturą, postanowił zostać „lekarzem dusz” aby móc zanieść światło Ewangelii tym którzy jej Jeszcze nie znają. Po wielu trudnościach (Polska była wówczas pod zaborami) w 1912 r. przybył do do Daszawy, gdzie odbył aspiranturę. W 1916 r. w czasie I wojny światowej złożył pierwszą profesję. W 1919 r. podjął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W 1921 roku uzyskał tytuł magistra teologii, a następnie w Gregorianum, doktorat z nauk filozoficznych. Miał wtedy 28 lat.
Przełożeni widząc, że słabe zdrowie nie pozwala mu na dalsze wyczerpujące studia i pracę zdecydowali w 1922 roku, by przerwał naukę i wrócił do kraju. W tym samym roku, w październiku otrzymał święcenia kapłańskie. W 1923 r. udał się do Turynu, by wziąć udział w wyprawie misyjnej [do Chin] organizowanej pod kierownictwem ks. bpa. A. Versiglia. Jednak werdykt lekarski okazał się dla niego niepomyślny. Przełożeni skierowali go więc do Chierri by tam odzyskał zdrowie. Dał się poznać w Chierri jako gorliwy apostoł. W 1924 r. prosi o zezwolenie na wyjazd do Peru. W tym czasie dużo mówiono o łagodnym klimacie niektórych okolic Peru, leczących wszelkie dolegliwości. Prośbę uwzględniono i ks. Stanisław już w listopadzie znalazł się w Peru. Przeznaczono go do pracy w Arequipa. Jego krótki pobyt w tym mieście pozostawił głęboki i trwały ślad wśród aspirantów, nowicjuszy i studentów filozofii, dla których ks .Stanisław był gorliwym nauczycielem, przewodnikiem i przykładem nie mającym równych sobie.
W 1926 r. pełnił obowiązki katechety w Yucay w pobliżu Cuzco. Jego zapał apostolski i troska o najbardziej potrzebujących :szybko zwróciła uwagę otoczenia. Pod konie tego roku udał się do Huancayo, ostatniego miejsca swego ciężkiego, a zarazem chwalebnego apostolatu. Pełnił tu funkcję katechety, spowiednika i profesora. Ponad to był kapelanem CMW, które znalazło w Nim wspaniałego Ojca duchownego. Trzeba podkreślić, że jako człowiek chory przybył do Huancayo na odpoczynek, a tymczasem rzucił się w wir pracy dla dusz i dla Boga. Ks. Stanisław nigdy nie mówił „nie” gdy chodziło o pomoc potrzebującym lub o czynienie dobra w jakiejkolwiek formie. Zawsze uśmiechnięty, był do dyspozycji penitentów proszących o spowiedź żaden też penitent nie odchodził niezadowolony po spowiedzi u niego. Opowiadano, że nie potrzebował, by mówiono Mu grzechy. On je odgadywał i czytał szczerość żalu w oczach swoich penitentów. Niezliczone razy stawał obok łoża chorych i umierających, bez względu na porę dnia czy nocy. Na uwagi, by bardziej dbał o swoje zdrowie odpowiadał: ”najpierw obowiązek, pierwsze są dusze, później zatroszczymy się o ciało”.
Kiedy owe tereny nawiedziła dżuma, komisja lekarska otoczyła pierścieniem okolice Sicaya. Nikt nie mógł tam się udać ani stamtąd odejść. Zaraza powodowała spustoszenie wśród Indian. Setki ludzi znalazło się w ciężkiej sytuacji i bez pomocy. Dobre i pełne miłości serce ks. Stanisława nie pozwoliło Mu pozostać obojętnym wobec tej tragedii . Do niesienia pomocy ofiarom epidemii zachęcił, niedawno przybyłego z Hiszpanii, młodego lekarza. Sam też nie zważał na niebezpieczeństwo, bez reszty poświęcił się chorym. W trosce o ulżenie cierpiącym i umierającym, zapominał o jedzeniu i spoczynku. Krążyły wieści, jakoby widziano go pomagającego chorym w dwu różnych miejscach równocześnie. Pewne objawy na jego twarzy, charakterystyczne dla dżumy, zmusiły go do odbycia kwarantanny. W tym czasie był jedynym salezjaninem który pozostał w Huancayo. Inni, z powodu tymczasowego zamknięcia szkoły wyjechali z miasta. Ks. Stanisław chory, pozostawiony samemu sobie przeżył wtedy ciężkie chwile. Po upływie kwarantanny okazało się, że ani sam się nie zaraził, ani też nie zaraził nikogo. Ludzie mówili wtedy, między sobą: „To święty, nawet dżuma Go uszanowała”. Ile w tym prawdy ? Nie wiem, pisze autor artykułu. Lecz o jednej rzeczy jestem przekonany i mogę zaświadczyć. Znałem ks. Stanisława. Był moim spowiednikiem. Znajdować się w Jego obecności to było tak jakby się pozostawało w obecności samego Chrystusa. Trudności językowe?—nie zauważyłem ich nigdy. Czyżby miał dar języków? Czy rzeczywiście posiadał dar bilokacji ? Kim był ów tajemniczy Kapłan, prekursor Salezjanów w Huancayo, który rozszerzał na tamtych terenach znajomość ks. Bosko. Albo kto potrafi zapewnić czy jest prawdą, czy legendą następujący epizod z jego życia: wezwany do śmierteinie chorej dziewczynki ks. Stanisław przybył prawie dwie godziny po jej śmierci. Rodzice byli pogrążeni w głębokim żalu i bólu. Ks. Stanisław zwrócił się do nich mówiąc jak Chrystus do Jaira ”nie płaczcie, dziewczynka nie umarła ale śpi”. Zaprosił ich potem do wspólnej modlitwy, poczym zawołał dziewczynkę i oddał ją zdrową rodzicom, którzy nie mogli wyjść ze zdziwienia.
W Księdze Pamiątkowej „75 lat działalności Salezjanów w Polsce” zanotowano o nim: „Przez 8 lat (1924 – 1932) działał w Peru jako profesor i kapłan ks. Stanisław Kwietniewski, który nie tylko swym życiem, ale i śmiercią głosił chwałę polskiego imienia. Wychował tysiące młodzieży peruwiańskiej, budując wszystich wykształceniem bystrością umysłu i dobrocią serca. Pozostawił po sobie piękne wspomnienie, Salezjanina— Polaka, bez reszty oddanego Bożej sprawie”. (z hiszp. przełożył i opracował ks. R. Olesiński).

Zdjęcie z pogrzebu

Zdjęcie z pogrzebu ś.p. ks. Stanisława Kwietniewskiego

15.10.07

Ostatni list


Najukochańsi Rodzice i Rodzeństwo,

List ten jest ostatni jaki do Was piszę, bo już więcej listów ode mnie odbierać nie będziecie. Oczekuję Was w Niebie.
Pociechą, ani podporą dla Was nie byłem za życia - to prawda, ale Boskie Serce Pana Jezusa i Matka Najświętsza Wspomożycielka Wiernych, którym życie swoje oddałem, Oni niech Was wspierają i pocieszają na tej łez dolinie, aż do czasu, kiedy w niebie razem się znajdziemy.
Jedyna moja prośba do Was - to dopomóżcie mi zbawić Wasze dusze. Ja życie swoje ofiarowałem za zbawienie Wasze na pierwszym miejscu, a potem za nawrócenie i zbawienie Chin. Ofiara ta, mam zupełną ufność w dobroć i miłosierdzie Boskiego Serca, co nas kocha bezgranicznie - ofiarę moją łączcie z Ofiarą Krzyża, w której czerpię całe swe umocnienie, będzie skuteczniejsza. Was zaś o jedno proszę. We wszystkich Waszych sprawach, pamiętajcie na pierwszym miejscu o zbawieniu duszy. Tu dla braci i sióstr, oraz krewnych przytaczam to co już dawniej pisałem, celem ułatwienia sobie sprawy zbawienia. Przede wszystkim, z miłości dla Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Najświętszej Bolesnej, nie popełniajcie grzechów ciężkich, śmiertelnych. Świadomy, dobrowolny grzech ciężki popełnia się wtenczas kiedy ta rzecz jest ważna, zakazana, lub nakazana prawem Bożym w dziesięciu przykazaniach, lub w pięciu przykazaniach kościelnych, albo w obowiązkach stanu, popełniona z całą świadomością i przytomnością umysłu, oraz zupełnym przyzwoleniem woli. Kiedy jednego choćby z tych trzech warunków brak, popełnia się grzech powszedni, a ten może być zgładzony i bez spowiedzi świętej przez dobre uczynki; to jest, nie ma ścisłego obowiązku spowiadania się z grzechów powszednich. Kto może i ma sposobność, niech się z nich spowiada. Lecz gdyby nie miał spowiednika, a miał pełno grzechów powszednich, to się jeszcze tym samym nie potępi. Jakby atoli ktoś miał nieszczęście wpaść w grzech ciężki, a nie mógł się zaraz wyspowiadać dla braku spowiednika – niech nie traci ducha. Niech przeprosi Pana Jezusa z gorącą skruchą żałując za grzech dlatego, że przez ten grzech obraził, zasmucił, zranił Pana Jezusa, który przecież nic złego mu nie wyrządził ,lecz przeciwnie — umarł dla zbawienia biednej duszy. Słowem, niech wzbudzi akt żalu, doskonały, to jest jedynie z miłości dla Pana Boga, Najlepszego Ojca — ze szczerym postanowieniem miłości tegoż Boga Ukrzyżowanego, że już nigdy więcej takiego ciężkiego grzechu nigdy nie popełni. Gdyby przed śmiercią ktoś wzbudził w sobie taki akt żalu - miech będzie pewny, że i bez spowiedzi się zbawi. Rozumie się zawsze, gdy nie można mieć spowiednika.
Akt żalu doskonałego można uczynić tymi prostymi słowy: „Boże Ojcze mój Ukochany, żal mi bardzo żem Ciebie obraził, a żal jedynie dla tego, że Cię Boże mój kocham nade wszystko”. Jasnym jest, że nie tyle słowy, ile sercem trzeba te wypowiedzieć. Inny krótki akt żalu :„Boże bądź miłościw mnie grzesznemu”. „Kocham Cię nade wszystko!”. „Przebacz mi”. Żegnam Was Najukochańsi ! Z radością, nie ze smutkiem Was żegnam, bo już dotarłem do bram wieczności szczęśliwej, gdzie Was wszystkich co do jednego oczekuję. Umieram chętnie i wesoło boć przecie, teraz dopiero rozpocznę żyć naprawdę szczęśliwy.
Rzućcie wtedy smutek, otrzyjcie łzy, przytłumcie rozpacz. Sprawicie mi tym wielką przyjemność. Ja o Was będę pamiętał ustawicznie u Tronu Pana Jezusa, którego kapłanem byłem i piastowałem Go własnymi rękoma na tym świecie. Co za radość mieć Sędziem tego, Którego się nosiło na rękach. Pan Jezus mnie powołał, z Panem Jezusem żyłem w ustawicznej i szczerej przyjaźni - z Panem Jezusem będę na wieki ! Prosić będę Matkę Najświętszą za Wami tam w niebie, byście i Wy spokojnie do portu zbawienia dobili. Dla mojej pamięci powtarzajcie codzień póki żyć będziecie te słowa. „ Ufam Ci o Najsłodsze Serce Pana Jezusa”.

14.10.07

Metryka urodzin z parafii Rzeczniów




Parafialna księga urodzin z Rzeczniowa.
We wpisie nr 123 z 21.11.1893 roku (jul.), a 2.12.1893(greg.) informacja o narodzinach i udzielonym sakramencie chrztu Stanisławowi Kwietniewskiemu, urodzonemu w Grechowie 17 listopada (jul.), 29 listopada (greg.), rodzice Józef Kwietniewski i Domicela Maciejewska.
Rodzicami chrzestnymi byli Jan Krakowiak i Aleksandra Stępniewicz.
Pełne tłumaczenie metryki:

Rzeczniów 21 listopada (2 grudnia) 1893 roku o godz. 12. Stawił się Józef Kwietniewski, chłop, rolnik z Grechowa, lat 29, w towarzystwie świadków: Karola Ziemby lat 42 i Marcina Pastuszki lat 32, chłopów z Grechowa i okazał nam dziecię płci męskiej oświadczając, że urodziło się ono we wsi Grechowie 5 (17) listopada bieżącego roku o godzinie 8 rano z jego małżonki Domiceli z Maciejewskich lat 19. Dziecięciu temu, na chrzcie świętym udzielonym dzisiaj przez księdza Kazimierza Lisikiewicza, nadano imię Stanisław, a jego chrzestnymi byli Jan Krakowiak i Aleksandra Stempniewicz. Akt ten obecnym i świadkom niepiśmiennym został przeczytany i przez nas tylko podpisany. 
Ks. Lisikiewicz urz. st. cyw. 

Sakrament chrztu w Rzeczniowie.



Parafialna księga chrztów z Rzeczniowa.
We wpisie nr 123 informacja o udzielonym sakramencie chrztu Stanisławowi Kwietniewskiemu, urodzonemu 17.11.1983 r. w Grechowie (wieś pomiędzy Siennem i Rzeczniowem), rodzice Józef Kwietniewski i Domicela Maciejewska.
Rodzicami chrzestnymi byli Jan Krakowiak i Aleksandra Stępniewicz.

Ojciec - Józef Kwietniewski


Zdjęcia Józefa Kwietniewskiego, ojca ks. Stanisława.

Opisy na zdjęciach wykonał Feliks Kwietniewski, brat ks. Stanisława.















13.10.07

Siostra - s. Bronisława Kwietniewska


Rodzona siostra ks. Stanisława,
salezjanka s. Bronisława Kwietniewska, urodzona 10.05.1903,
zmarła 27.06.1980 r. w Dobieszczyźnie (53 lata profesji).